Jak długo można nie dopuszczać do siebie własnych myśli?
Oj, naprawdę długo. Jestem żywym przykładem. Nie potrafię dopuścić do siebie myśli, że przestaję sobie radzić ze wszystkim. Dopiero dziś umiałam sie na tyle zebrać, by przyznać się sama przed sobą. I co osobie powiedziałam? Stop! Mad, to walka z wiatrakami. Przestań! Jeszcze trochę, a wszystko legnie w gruzach... Za dużo. Za dużo wszystkiego naraz. Już są z tego straty. Co dalej?
Głupia! Czemu tak ciężko mnie samej do siebie dojść? Przebić się przez ścianę do własnych myśli i dopuścić to do siebie. Ciężko było. Ale pokonałam kilka wewnętrznych słabości i udało mi się. Przekonałam samą siebie, że coś należy z tym zrobić. Na początek kilka szczerych rozmów... Było mi ciężko... Bo przecież uważana jestem za osobę mówiącą to co mi leży na sercu, a tu taka niespodzianka... Że mam tyle do powiedzenia. I jeszcze więcej.
Coś we mnie ruszyło. Ale jeszcze jest opornie. Staram się. Wiem, że będzie coraz lepiej. Wiem, że mam oparcie w innych. Wiem też, że są tacy, których nie przekonam do innego postępowania. Dobrze wiem, że już niebawem moje życie może diametralnie się zmienić. To dlatego.
Ale mam oparcie w ludziach. Są tacy, którzy we mnie wierzą. Tylko szkoda, że Ci, którzy w moim życiu odegrali najważniejsze role, są ślepi na to co się dzieje. Co się we mnie dzieje. Bo Mad umie zachować pozory.
Ale już nie chcę. Bez pozorów! Bez tych głupich przykrywek, udawania, że nie widzę co się dzieje! Bo przecież umiem normalne stawiać czoło wyzwaniom, nie kryjąc swojego zdania... Tylko czemu to tak bardzo zanikło?
Długa godzina łez, kolejna godzina rozmów. Dziękuję.
Mam nadzieję, że już będzie dobrze. Bo chcę, żeby tak było! I właśnie tak będzie. Bo ja tego chcę.
MaadaA

Nastrój:
tagi: